Najpierw, w sobotę zaświecił się check engine. Przejechałam jeszcze jakieś 50 km (trzeba jakoś wrócić do domu) i żadnych innych objawów. Dzisiaj postanowiłam po pracy odstawić pandzie do serwisu i w połowie drogi panda totalnie straciła moc i na niskich obrotach masakrycznie trzęsie silnikiem tak, że nawet stojąc trzeba lekko wcisnąć gaz, żeby nie gasła. Problem w tym, że do serwisu mam jakieś 15 km przez miasto w godzinach szczytu Jak myślicie, dojedzie?
I co to może być? Miał ktoś kiedyś coś takiego? Czym to się skończyło?
Ostatnio zmieniony 12 sie 2017, 13:35 przez AdaMs, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:Zaczynając post należy się przywitać :)
A spaliny jak pachną? Czuć niespaloną benzynę? Dla mnie to objaw padniętej cewki zapłonowej. Ewentualnie brak jakiejś masy albo woda się gdzieś dostała.
Objaw w sensie ten brak mocy? W sobotę był mega ciepły i działał normalnie... dzisiaj fakt, może być że akurat takiego kawałka silnik potrzebował, żeby się nagrzać jak to nazwę - do pełna. Potem podjadę do serwisu (ciekawe, czy dojadę) i zobaczymy, czy od razu będzie zamulał, czy zacznie w połowie drogi... No, ale ogólnie niefajnie jak jeszcze trzeba pod górkę wjechać
Jednak się zużywają, a pomaga im gaz, zużyte świece, bo rośnie napięcie potrzebne do przeskoku iskry. Zużyte przewody też robią swoje. Czasem błąd od cewki generuje uszkodzona wiązka elektryczna lub utlenione złącza.